Zdrada, początek czy koniec?

Powszechnie uważa się, że zdrada stanowi o końcu związku, rodziny. W rzeczywistości jednak, jeśli ktoś się rozstaje to zazwyczaj jest to… para kochanków. Najważniejsza jest relacja między partnerami i to, co tak naprawdę się wydarzyło. Wiadomo, najpierw jest burza emocji. I dobrze, że jest (często świadczy o zaangażowaniu), gorzej, że czasem prowadzi do gwałtownych, nieprzemyślanych decyzji.

Decydująca staje się rozmowa,najczęściej ta pierwsza. I tak, zdrada zamiast do rozpadu związku może prowadzić do jego umocnienia. Jak się to dzieje? Partnerzy dopiero w obliczu tak silnego kryzysu, często po bardzo długim czasie, z uwagą spoglądają na siebie, rozmawiają prawdziwie, dostrzegają to, co dotychczas umykało ich uwadze. W końcu mogą dowiedzieć się czegoś o sobie, o swoich potrzebach, przyczynie zdrady. Zdrada może ujawnić ukryty konflikt, który często trwał miesiącami a nawet latami, a partnerzy nie zdawali sobie z niego sprawy, albo bagatelizowali go, albo po prostu tak bardzo oddalili się od siebie, że nie było już między nimi miejsca na szczerą rozmowę. Jeśli kurtyna opadnie partnerzy mają szansę odbudować związek na nowych zasadach. Czasami się nie udaje. Czasem już podczas tej pierwszej rozmowy obraz osoby zdradzającej jawi się jako obraz osoby zupełnie nieznanej, w tym negatywnym odbiorze. A w innych przypadkach partner zdradzający odchodzi sam. Tu każdy sam musi wyłapywać sygnały, mówiące o tym, na ile utrzymanie związku jest możliwe.

Łatwo nie będzie. Pojawiają się wątpliwości (czy zdradzi ponownie? Dlaczego mam mu/jej ufać?), w związku zacznie funkcjonować zasada ograniczonego zaufania, wzajemna obserwacja, nadinterpretacja zachowań, przeczulenie. To potrwa. Jednak warto walczyć, jeśli mamy przekonanie, że możemy stracić kogoś cennego dla nas. I nie chcemy stracić. Można walczyć o partnera który rozważa odejście do innej/innego, albo o partnera którego bezpośrednio dotknął ból zdrady.

Przy tym pamiętać warto, że żadna kara nie może być dożywotna. Dotyczy to zarówno osoby zdradzonej (ciągła kontrola, obwinianie) jak i zdradzającej (poczucie winy, rozpamiętywanie). Trzeba się wykrzyczeć, wypłakać, mieć nieprzespane noce. Jednak potem powinno się skierować swoje kroki na mocny fundament związku, wykazać się dobrą wolą i przejść sprawdzian codzienności. Czy rzeczywiście partner/ partnerka się zmienił? Czy potrafi to pokazać i trwać w tym? Czy zdrada była cementem, czy została tylko mniej lub bardziej skondensowaną zasłona dymną?

Życzę Wam i sobie dobrego związku. Związku, w którym potrzeby są zauważane i szanowane, związku uważnego na detale i szczegóły, związku z konfliktami i kryzysami, które da się rozwiązać, związku pełnego codziennej pracy. Związku w którym na co dzień w roli głównej występuje szacunek, bliskość i cel.