Fotografia w świecie dziecka.

Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie moja córka. Któregoś dnia siedząc przy mnie i obserwując to, co robię w telefonie, zapytała: „Wstawiłaś to moje zdjęcie na Fejsa?!”. No właśnie. Dziecię me, nie ma jeszcze tyle lat, by mieć własny dostęp do portali internetowych, ale ma na tyle lat, że potrafić wyrażać swoje zdanie na różne tematy. W tym na publikowanie jej wizerunku. Przez kilka dni te słowa wyraźnie dźwięczały w mojej głowie. Czy równie beztrosko wstawiłabym do sieci zdjęcie męża, siostry, koleżanki? Nie. Zapytałabym o zgodę.

Tymczasem media są pełne zdjęć. Zdjęć dzieci. Tych wstawianych przez rodziców, ale nie tylko. Każdego dnia przedszkola, punkty opieki nad dziećmi wstawiają kilkanaście (jak nie kilkadziesiąt) zdjęć przedstawiających „życie” placówki. Widzimy jak dzieci jedzą, bawią się, uczą. Zdaje się, że aparat w telefonie towarzyszy dzieciom wszędzie. I tu się zatrzymuję.

Różne funkcje mogą pełnić takie zdjęcia. Mogą być dzieleniem się radością/satysfakcją, mogą zaspokajać ciekawość rodzica, wpływać na ich poczucie bezpieczeństwa, mogą budować reklamę placówki, pokazywać ciekawe pomysły. Mogą inspirować. Nie ma w tym nic złego. Jednak jaką funkcję pełnią te zdjęcia w przypadku dzieci?

Dzieci często obserwują rodziców w ważnych dla siebie chwilach- przez wizjer urządzeń elektronicznych. Dotyczy to przełomowych momentów życia, przedstawień w przedszkolu itd. Obserwują Panie, które uwieczniają wykonywane przez nie czynności i każdą fajną zabawę.

Co się dzieje w głowie i sercu takiego dziecka? Jaką ma to funkcję wychowawczą, dydaktyczną? Jak wpływa na budowany wizerunek dziecka i późniejsze wykorzystywanie go przez to dziecko?

Jak by to było, gdyby dziecko recytując wiersz dla mamy zobaczyło łzy w jej oczach, a nie nagrywający telefon? Jakby to było, gdyby Pani w przedszkolu włączyła się do tej super zabawy a nie próbowała zatrzymać czegoś, czego czasem po prostu zatrzymać się ne da? Gdyby rodzic pytał i rozmawiał, a dziecko miało możliwość wyboru, jakim doświadczeniem chce się podzielić, a jakie zatrzymać dla siebie (zamiast na bieżąco śledzić wstawiane przez placówki relacje)?

Zdjęcia są piękne. Pozwalają utrwalać to, co przemija. W moim życiu stanowią ogromną rolę. Wiszą na ścianie, wypełniają albumy, czasem dzielę się nimi w sieci. To, co mnie niepokoi to refleksja nad tym, po co, kiedy i ile? Zostawiam te pytania otwarte. Dla siebie i dla Was.