O tym, dlaczego dziecko nie powinno być grzeczne.

Niesforne dziecko często przysparza rodzicom kłopotów. W reakcji na to zmartwieni opiekunowie pojawiają się w gabinecie psychologa z pytaniem o to,” co robią nie tak” i jak mają syna/córkę „naprawić”. Tymczasem dziecko ze swoją energią potrzebuje być dokładnie takim jakie jest- spontanicznym, żywym, eksperymentującym, emocjonalnym.

Dziecko, szczególnie to małe (1-3 rok życia), uczy się świata poprzez eksperymentowanie z nim. Potrzebuje włożyć rączkę w torebkę mąki, polizać szybę, wejść w kałużę. Jeśli słyszy „nie”- buntuje się. Jego sprzeciw, to prawidłowa reakcja, która świadczy o tym, że maluch ma kontakt ze swoimi pragnieniami oraz czuje się przy rodzicach bezpiecznie.

Dziecko potrzebuje również w przypadku zwątpienia wrócić do rodzica, żeby otrzymać od niego wsparcie. Jeśli słyszy „chciałeś to masz, teraz sobie radź sam” („wszedłeś na to drzewo, to teraz zejdź”)- uczy się bezradności i wycofuje ze smakowania życia.

Zdarza się też, że rodzic nadmiernie chroni dziecko („nie wchodź tak wysoko, bo spadniesz”), albo nadmiernie stapia się z nim („chodź dalej, nie lubimy karuzeli”, „siadamy do stołu, jesteśmy głodni”). W takiej sytuacji dziecko może stracić wiarę we własne możliwości i nauczy się „swoje potrzeby” odnajdywać w innych osobach.

Wszystkie wymienione przykłady sprowadzają się do tego, że dziecko blokuje nie tylko swoją naturalną ciekawość, ale i swoje emocje. Podporządkowuje się, bo nie chce stracić miłości rodzica. Emocje nie są uświadamiane przez dziecko, nie są adekwatnie ujawnianie, lokują się w jego wnętrzu i obracają przeciwko niemu. Dzieje tak tak, gdy rodzic w swoich reakcjach powtarza te same sposoby reagowania, gdy nie ma w nich elastyczności.

Jak zatem wychować wystarczająco grzeczne dziecko? Jako mama dwójki, ciągle się tego uczę. Staram się dawać im przestrzeń, tłumaczyć i wspierać. Nie do upadłego, dbam też w tym o siebie. Doświadczają mojego sprzeciwu, ja również spotykam się z ich odmiennym zdaniem i pomysłami. Złościmy się na siebie. Rozumiem jeśli zapominają się wtedy i ciosają piorunami, nie biorę tego przeciwko sobie. Staram się przyjmować i oddawać to, jak bardzo im trudno. Sama dokładam wielu starań, by złościć się w sposób, który nie będzie ich krzywdził- wciąż często mi się to nie udaje. Może rozmowy o tym sprawią chociaż, że będą dawały sobie w życiu prawo do popełniania błędów. Nie kontroluję nadmiernie, staram się odchodzić od sztywnych norm („trzeba ucałować ciocię na przywitanie”) i nie powielać tego, co kiedyś było uznawane za słuszne („nie odzywaj się nie pytana”, „dzieci i ryby głosu nie mają”). Dokładam starań, by zamieniać wszystkie „musisz, powinieneś” na „chcesz, wybierasz”. Dopinguję ich samodzielność- trochę z lenistwa, trochę z egoizmu, wierzę w ich możliwości. Czasem wyręczam, by mogły poczuć się wyjątkowo. Nic nie jest białe, albo czarne. Chyba nie powinno takie być.

Nie chcę, żeby moje dzieci były grzeczne. Chcę, żeby były sobą. Niech się śmieją, skaczą, sprzeciwiają, wyrażają własne zdanie całymi sobą. Chcę je w tym szanować, akceptować i kochać. Wierzę, że to wystarczy, by one szanowały (siebie i innych), by były dobrymi ludźmi.