ABC próśb i poleceń.

Komunikacja to coś, czego uczymy się całe życie. W przypadku dzieci jest szczególnie ważna, gdyż rzutuje na budowany obraz siebie i innych. Na co zwrócić uwagę? Jak ją kształtować?

Istotnym jest, by:

prośby formułować w pozytywny sposób, tj mówić dziecku CO MA zrobić (czego chcemy), a nie CZEGO NIE ROBIĆ („proszę siedź spokojnie przy stole” zamiast „nie kręć się”). „Nie” zniechęca do działania i kusi, by spróbować co się stanie jeśli nie posłucha.

-wydawać krótkie i proste polecenia (najlepiej zamknięte w jednym zdaniu)

-prośba w możliwie najbardziej precyzyjny sposób określała nasze oczekiwania („staraj się jeść tak, by jedzenie nie wypadało ci z talerza” zamiast „jedź spokojnie”)

-prośba była możliwa do spełnienia („wrzuć klocki do pudełka” zamiast „posprzątaj TEN bałagan”)

-unikać ironii

Kluczową jednak cechą prośby jest gotowość osoby proszącej do usłyszenia i przyjęcia słowa „nie”. Gotowość zmierzenia się z odmową odróżnia prośbę od żądania (nie wystarczy zatem używać słowa „proszę”). I tu pojawia się pytanie o motywację- czy chcemy, by dziecko wykonując polecenie kierowało się strachem, lękiem przed karą, nadzieją na nagrodę, czy wewnętrzną potrzebą zrobienia czegoś dla drugiego człowieka? Tego drugiego nie da się wzbudzić groźbami. Taka motywacja rodzi się, gdy obie strony szanują to, co jest dla nich ważne, i rozmawiają o tym, by wypracować rozwiązanie, które będzie do przyjęcia dla obu stron.

Uwaga, respektowanie odmowy dziecka nie jest równoznaczne z rezygnacją, z tego o co rodzic prosi! Gotowość usłyszenia „nie” pomoże nam bez emocji złości odnieść się do stanowiska dziecka (i innych ludzi), usłyszeć, co się z nim dzieje – co czuje, czego potrzebuje w danym momencie, co jest dla niego ważne w tej chwili, że zdecydowało się powiedzieć nie.

Jeśli już to wiemy:

1) zakomunikujmy dziecku, że jesteśmy świadomi jego uczuć, pragnień, zaangażowania („widzę, że chcesz się jeszcze bawić”),

2) doceniamy je („cieszę się z tego, bo lubię jak miło spędzasz czas”)

3) poinformujmy o naszych potrzebach („jednocześnie dla mnie ważne jest, byś teraz posprzątał pokój, bo jestem umówiona z ciocią, musimy szykować się do wyjścia”)

4) przyjęcie odmowy i zastanowienie się nad rozwiązaniem („pobaw się jeszcze 5 minut, potem ty bardzo szybko posprzątasz”)

„Ja jestem ok. Inni są ok. Moje potrzeby są ważne. Ale jednocześnie potrzeby: mamy, taty, koleżanki, innych też są ważne”- taką postawę wg Erica Berne buduje w dziecku budowanie reakcji poprzez słyszenie i branie pod uwagę potrzeb wszystkich.

Czasem zdarza się tak, że musimy wyjść teraz- już a dziecko stawia opór, bo jest chore, zmęczone, głodne. Nie możemy spełnić jego potrzeb, jedyną możliwość stanowi wzięcie dziecka na ręce i wyjście.

W takiej sytuacji to, co możemy zrobić to zadbać o to, by zakomunikować dziecku, że dostrzegamy, to co się z nim dzieje, czego potrzebuje oraz w zrozumiały dla niego sposób przedstawić nasze potrzeby oraz zaproponować rozmowę o tym w późniejszym, jasno określonym czasie.

Dziecko uczy się dostrzegać, że w niektórych momentach w życiu, jego potrzeby nie mogą być spełnione, i to przyjmować, a jednocześnie czuje się zaopiekowane i usłyszane przez rodzica.

Iwona Chmielewska „Dwoje ludzi”, czyli… miłość na 1001 sposobów

Dzisiaj na dobranoc czytałam z Panią Córką książkę. Książkę, która raz przeczytana zostaje w sercu na zawsze. Dzielę się z Wami (częściowo) jej treścią, bo jest niesamowita. Treść, oprawa graficzna i możliwość powrotu na każdym etapie życia- tego małego i dużego. Dziś bez interpretacji i bez zniekształceń.

Iwona Chmielewska „Dwoje ludzi”

Gdy dwoje ludzi żyje razem,

to jest im łatwiej, bo są razem,

i jest im trudniej, bo są razem.

(…)

Gdy dwoje ludzi żyje razem,mogą być

jak dwie osobne wyspy na wielkim oceanie,

narażone na te same sztormy

i ogrzewane tym samym słońcem.

Jednak każda z nich ma swój własny kształt,

tylko swoje wulkany, doliny i wodospady…

A czasem są jak dwa okna pokoju

wychodzące na tą sama stronę świata.

Można w nich oglądać to samo, jednak każde z nich pokazuje inaczej.

Zdarza się, że są jak dwa różne zegary,

które obok siebie przeżywają ten sam czas.

Bywa, że jedne spóźnia się lub spieszy, trzeba o niego stale dbać.

Drugi jest niezawodny, lecz w końcu wyczerpuje

mu się bateria…

Czasem ludzi łącza się

z sobą na stałe, jak naczynia w klepsydrze.

Podczas gdy jedno z nich daje,

drugie przyjmuje.

A potem odwrotnie.

Mogą tez być połączeni

jak dwie ściany podtrzymujące dach domu.

Stoją one naprzeciwko siebie i nigdy

nie mogą się zbliżyć.

Choćby bardzo chciały.

Niekiedy są sobie nieodzowni

jak maszt i żagiel.

Jedno bez drugiego traci sens,

a razem mogą odbywać

najdalsze podróże.

Ludzie mogą być złączeni

jak kwiat i łodyga.

Kwiat zachwyca się swoim pięknem

i zapachem, ale to łodyga

unosi go wysoko i dostarcza wszystkiego, czego mu potrzeba.

Bez niej kwiat szybko więdnie.

A czasami

żyją c razem,

unikają się jak

dzień i noc.

Gdy nadchodzi dzień,

noc odchodzi, gdy przychodzi noc,

dzień znika.

Zdarza się, że są jak dwa różne drzewa

rosnące obok siebie i splecione korzeniami.

Drzewo iglaste jest zawsze zielone i silne.

Drugie drzewo, liściaste, gdy przychodzi

na nie pora, słabnie, traci liście, by potem

na nowo się odrodzić.

Czasem jedno drzewo nie może

urosnąć wysoko w cieniu drugiego.

(…)

Mogą być też zespoleni jak dwa koła roweru

poruszające się zawsze w tym samym tempie

i w tym samym kierunku.

Kiedy z jednego ujdzie powietrze,

nie mogą już razem nigdzie jechać,

mimo że drugie jest całe

(…)”

Miłość- na tysiąc jeden sposobów.

Gaś ogień wodą a nie benzyną.

Każdemu rodzicowi znana jest sytuacja, w której emocje dziecka utrudniają kontakt i stają się zapowiedzią wielkiego pożaru. Poniżej kilka wskazówek jak rozmawiać, by nie dolewać oliwy do przysłowiowego ognia.

Jeśli dziecko z każda chwilą zdaje się być bardziej pobudzone, spróbuj powiedzieć:

ta nowa zabawka jest naprawdę fascynująca, co?”

jak fajnie, naprawdę ci się to podoba!”

bardzo się przestraszyłeś tego hałasu, prawda? Chodź, przytulimy się, aż poczujesz się lepiej”

bardzo mi przykro, że się skaleczyłeś. Już lepiej?”

Brzmi to inaczej niż:

„odłóż w końcu tą zabawkę, czas spać”

„nie bój się, nic się nie dzieje, taki duży chłopiec jak ty…”

„nic się nie stało”

a niesie za sobą szereg korzyści:

– dziecko nabiera świadomości siebie i swoich emocji

-dziecko przerzuca uwagę na naszą osobę, prawdopodobieństwo, że wejdzie z nami w pozytywną interakcję rośnie

-dziecko pogłębia bezpieczne więzi, czuje się rozumiane i zauważone .

Ja widzę Cię

Dzisiejszy artykuł kieruję przede wszystkim do Rodziców Dzieci przedszkolnych. Wczoraj miałam przyjemność prowadzić szkolenie dla tych właśnie. Informacji było dużo, myśli pewnie też. Dlatego zbieram wszystko- dla jednych, celem uporządkowania, dla innych przypomnienia, bądź refleksji.

Ja i moje dziecko. Blisko, bezpiecznie, bezwarunkowo.

Gdy na różnych warsztatach, szkoleniach, konsultacjach pytam Was jakie oczekiwania macie na dzisiaj względem swoich dzieci, odpowiedzi są każdorazowo bardzo zbliżone. Chcemy (ja również), by nasze pociechy były uśmiechnięte, posłuszne, dostosowane, współpracujące, samodzielne, grzeczne itp.

Gdyby teraz zastanowić się jakimi chcielibyśmy zobaczyć swoje dzieci, gdy będą wkraczały w dorosłość? Odpowiedzi znowu pojawiają się bardzo zbieżne. Chcielibyśmy, żeby byli to ludzie niezależni, pewni siebie, kochani i kochający, asertywni, opiekuńczy, życzliwi, wykształceni itp.

Czy nasze działania wychowawcze zmierzają do tego? Czy cele „na dzisiaj” prowadzą do celów dalekich? Dzieci różnią się od siebie- jedne są spokojne, inne nieustannie w ruchu, niektóre niezdecydowane, inne narzucające swoją wolę, uległe i dominujące, obserwujące i zaangażowane. Wszystkie te cechy wpływa na to, jaka postawę przyjmujemy wobec niego i jakie są nasze oczekiwania. Nie ma chyba tutaj „łatwiej” i „trudniej”, jest inaczej. Jednak przede wszystkim w przypadku dzieci „trudnych” wiele uwagi i energii poświęcamy na to, by przezwyciężyć jego upór i wyegzekwować to, by było grzeczne i posłuszne. Często dużym kosztem. Koncentrując się na samym zachowaniu dziecka, pomijając jego myśli, uczucia, samopoczucie fizyczne zaczynamy pracę „nad dzieckiem”, zamiast „z dzieckiem”. Dokonujemy tego na rożne sposoby, poprzez: obwinianie („zawsze muszę sprzątać po tobie, po całym takim dniu z tobą nie mam siły palcem kiwnąć”), oceny/ przezwiska („bawić się miałeś siły, po prostu leń z ciebie i tyle”), szantaż/ groźby („jeśli natychmiast nie posprzątasz tego bałaganu, wyrzucę wszystko do kosza”), rozkazy („masz to natychmiast posprzątać, marsz!), porównywanie („No, Ola to ma zawsze porządek w pokoju. Tylko ty taki bałaganiarz jesteś”). Wymieniać można, by jeszcze więcej, ale ważniejsze jest, co to robi mojemu dziecku? Motywuje do współpracy, czy budzi lęk, poczucie niezrozumienia, upokorzenie, autokrytykę? Odpowiedź zostawiam Wam.

Zawsze łatwo mówić komuś, czego nie powinien robić. Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, co zrobić? W przypadku relacji (nie tylko z dziećmi) proponuję zastąpić pytanie „co mam zrobić, żeby moje dziecko robiło, to co mu każę?” refleksją nad tym, „czego potrzebuje moje dziecko i jak mam wyjść naprzeciw tym potrzebom?”.

Może na przykładzie: spieszymy się do pracy, budzimy dziecko, ono zdaje się nie mieć ochoty na współpracę, nakłada kołdrę na głowę, tracimy z nim kontakt.

Możliwości:

1) przechodzimy od stanu cierpliwości- zabawa, żarty, łaskotki do stanu wzburzenia: „wstawaj natychmiast, wieczorem nie chciałeś spać, a teraz znowu nie możesz wstać. Zawsze to samo! Śpiesz się!”

Gramy dziecku na uczuciach, w zależności od jego temperamentu, albo posłucha i z płaczem zacznie robić, co mu każemy, albo rozpęta się dzika awantura, która zabierze nam masę czasu, bo dziecko aż do wyjścia nie będzie chętne do współpracy.

2) zastanawiamy się, co dziecko swoim zachowaniem na pokazuje i mówimy: „WIDZĘ, że chce ci się jeszcze spać. Daję ci jeszcze 3 minutki, a potem wstaniesz, bo zależy mi na tym, by zdążyć do pracy”.

Dziecko dostaje informację, że jest zrozumiane, że szanujemy jego uczucia. Efekt najczęściej jest taki, że dziecko wychodzi z łóżka po minucie.

Dla dziecka ważny jest komunikat „WIDZĘ CIĘ”. Widzę, co próbujesz mi pokazać. Widzę i nie drwię z ciebie, nie oceniam, nie upokarzam. Jestem.

A Ty, jakim jesteś rodzicem?

Rodzicem najczęściej zostaje się bez żadnego „praktycznego” przygotowania. Panuje założenie, że „to się wie, że tego nie trzeba się uczyć”. Warto jednak poddać refleksji to, jakim rodzicem jestem, jaki jest mój styl wychowania i przyjrzeć się jakie efekty przynosi.

Poniżej opiszę podstawowe „typy” rodziców.

Na początek- rodzic dominujący.

Ten typ rodzica cechują wysokie oczekiwania, sztywne zasady, rzadko okazywane ciepło i troskliwe wsparcie.

Typowe wypowiedzi:

-”Zasady są zasadami. Spóźniłeś się, nie interesuje mnie dlaczego, idziesz spać bez kolacji.”

-”Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Rób, co ja ci mówię”.

-”Nie interesuje mnie, że będzie na tym spotkaniu dużo twoich znajomych. Ciebie nie będzie i nie chce więcej o tym słyszeć”.

-”Ile razy ci mówiłam, abyś tego nie robił? Idź do pokoju, masz karę!”

Ten styl wychowania niesie za sobą szereg negatywnych konsekwencji dla dziecka oraz dla relacji rodzic – dziecko:

-dzieci mają niskie poczucie własnej wartości – zachowują się ulegle, lub przeciwnie – buntują się przeciwko wszystkim i wszystkiemu bez głębszej refleksji nad zasadnością buntu. Występuje trudność w podporządkowaniu się zasadom i normom społecznym.

-większe prawdopodobieństwa wystąpienia u nastolatka tzw. zachowań ryzykownych: używanie substancji psychoaktywnych – alkohol, narkotyki, papierosy; przedwczesna inicjacja seksualna, sporty ekstremalne, agresja, itp.

-brak wykształconego poczucia tożsamości – dziecko nie wie kim jest jako członek społeczeństwa, nie wie co lubi, czego nie lubi, jakie są jego pasje.

-dziecko poza domem może przejawiać agresywne zachowania, głośno domagać się swoich praw, by skupić na sobie uwagę.

Styl liberalny. W rodzinie, w której panuje liberalny styl wychowania, dzieci mają dużo swobody. Rodzice nie stawiają zbyt dużo granic, a gdy je stawiają nie są konsekwentni w ich przestrzeganiu.

Typowe zachowania i wypowiedzi rodzica:

-”pewnie jesteś zmęczona, to może nie sprzątaj już tych zabawek, ja to zrobię.”

-”straszna jest ta twoja szkoła. Odpocznij, jutro nie idź do szkoły napiszę ci usprawiedliwienie.”

-”no już, nie złość się na mnie. Dobrze, dobrze, możesz iść do kina.”

Ten styl wychowania również niesie za sobą szereg negatywnych konsekwencji:

-dziecko ma kłopoty z nauką ponieważ nie jest wystarczająco zmotywowane,

-brak poczucia bezpieczeństwa ze względu na brak stałości zasad i norm rodzinnych,

-dzieci uczą się dowolnie kierować dorosłymi, aby uzyskać to czego chcą.

Styl demokratyczny – w rodzinie, w której dominuje ten styl, dziecko jest częścią życia rodzinnego. Bierze udział w dyskusjach i omówieniach spraw rodzinnych. W takiej rodzinie ważne jest szanowanie granic każdego jej członka. Rodzic jest kochający i stanowczy- jasno określa zasady, wartości przy jednoczesnym okazaniu wsparcia i elastyczności.

Przykładowe wypowiedzi:

-”Kolejny raz spóźniasz się na obiad, irytuje mnie to. Porozmawiajmy, co jest tego powodem i spróbujmy rozwiązać problem.”

-”Słyszę, jak mówisz, że chciałabyś obejrzeć ten program. Umówiliśmy się jednak, że kładziesz się o 22. Obawiam się, że się nie wyśpisz i trudno będzie Ci się koncentrować w szkole.”

-”Możesz iść na to spotkanie o ile najpierw zrobisz to, na co się umawialiśmy (lekcje, zakupy).

Konsekwencje dla dziecka ze stosowania takiego stylu przez rodziców są pozytywne:

-Prawidłowy rozwój osobowości dziecka. Dziecko wie kim jest, co lubi, czego nie i jakie są jego talenty.

-Autentyczna pewność siebie dziecka.

-Dzieci szanują siebie i innych.

-Dzieci mają poczucie bezpieczeństwa w związku ze stałością i jasnością zasad panujących w rodzinie.

-Dzieci posiadają wysokie umiejętności społeczne.

Te trzy  style wychowania na ogół nie występują w rodzinie w czystej postaci, często jest to mieszanka stylów, w zależności od sytuacji, jednak jeden jest zazwyczaj dominujący.

Źródło:

Przetacznik- Gierowska, M. i  Makiełło- Jarża, G. (1992). Psychologia rozwojowa i wychowawcza wieku dziecięcego. Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne

Sakowska, J. (2010). Szkoła dla rodziców i wychowawców. Ośrodek Rozwoju Edukacji

mama

Dzisiaj zacny dzień- DZIEŃ MATKI. Matka to bezwarunkowa miłość, zaufanie, troska, bezpieczeństwo. Czy zawsze? I czy tylko?

Od lat obwinia się matkę o wszystkie nieszczęścia, których doświadcza dziecko. Uważa się, że matka odpowiada za potencjał dziecka, za ewentualną psychopatologię też. Jeśli dorosła córka nie umie ułożyć sobie stosunków z mężczyznami – to przez matkę, jeśli ma kłopot z dyscypliną czy nałogami- też. Matki bywają nadopiekuńcze, albo dające zbyt mało uwagi, zbyt wymagające, albo za bardzo pobłażliwe. I choć oczywiście bardzo dużo od matek zależy, to nie zapominajmy o roli ojca, czynnikach wrodzonych i środowisku. Uff, „wina” ulega rozproszeniu. Przynajmniej teoretycznie. Praktycznie bowiem większość matek wciąż nosi w sobie przekonanie, że nie są wystarczająco dobre. I tak, naturalny matczyny instynkt zastępowany jest planowaniem i kontrolą.

Jestem mamą piaty rok. I też dziś świętuję- jak mama. Gdy skoro świt usłyszałam „mamo, możemy już zaczynać dzień mamy?” pomyślałam tylko- „litości, spać”- jak mama, potem próbowałam łapać resztki snu z telewizyjnymi bajkami w tle- jak mama, następnie otrzymałam najpiękniejszą laurkę na świecie, przetrwałam śniadaniową awanturę (dlaczego tost a nie płatki?!!) i… przez myśl przebiega mi myśl, że skoro dzisiaj dzień matki, to może wezmę „wolne”. Ale, ale… wolne biorę każdego dnia po trochu- kiedy na ostatnią chwile wybiegam do pracy i nie mam czasu na przytulanie, kiedy po południu padam i nie mam siły choćby na 5 minut zabawy, kiedy zasypiam po jednej stronie przeczytanej książki, kiedy pojawia się niecierpliwe „przestań już tyle mówić”. Postanowiłam więc, że dzisiaj będę świętować jako MAMA właśnie. I tak- po śniadaniu córka zdmuchnęła świeczki na torcie (bo czemu nie?), potem była zabawa ulubionymi konikami (córki, nie moimi) i wiele radości, następnie wspólny seans filmowy (oczywiście zasnęłam, ale w tajemnicy przed Panią Córką) i obiecane przeze mnie daaawno temu klejenie kamieni (nie pytajcie- sama nie rozumiem). W międzyczasie nowa biała bluzka Pani Córki została zaplamiona sokiem z marchwi, woda z miski jakimś „cudem” zalała całą podłogę w łazience, a do babci pierworodna pojechała… w piżamie. Nie było idealnie, ale starałam się. Starałam się być. Być spokojnie, cierpliwie. I tak, kończę dzień z poczuciem, że jestem MATKĄ. Nie idealną, ale „wystarczająco dobrą”. Dałam sobie prezent- radość dziecka i poczucie spełnienia. Poza wszelką krytyką, niedościgłymi ideałami, planowaniem i oceną. Po prostu.

Rozwód… i co dalej? Cd

Decyzja o rozwodzie została podjęta, jedno z rodziców zmienia miejsce zamieszkania i… No właśnie, i co dalej? „Dalej” zależny od wielu czynników- jak przebiegało rozstanie, z jakiego powodu nastąpiło, w jakim wieku jest dziecko/ dzieci, jak zmieni się życie rodziny itd.

Jedno jest pewne „coś umiera i to coś musi zostać opłakane” (Archibald D. Hart).

Uczucia dziecka zmieniać się będą wraz z upływem czasu, podobnie jak w procesie żałoby. Pojawi się lek i niepokój, któremu towarzyszyć może regres do poprzednich etapów rozwojowych (moczenie nocne, ssanie kciuka), dolegliwości fizyczne (ból głowy, brzucha, problemy ze snem) a także obawa przed utratą rodzica pod którego opieką dziecko pozostaje. Duże nasilenie lęku zwłaszcza w przypadku dzieci starszych, skutkować może stopniową izolacją, wycofaniem z relacji rówieśniczych. Brak rutynowej rodzinnej codzienności rodzić może osamotnienie i głęboki smutek. Dzieci rozwiedzionych rodziców pragną powrotu do stanu sprzed rozwodu, niemożność osiągnięcia tego wiąże się z głęboką frustracją i złością. Odrzucenie i uraza często kryją się pod przykrywką dąsania, nieodzywania, krytyki. Może to być sposób karania rodziców, za to co się stało, ale i ochrona przed przyszłym emocjonalnym cierpieniem. Dziecko potrzebuje miłości, ale obawia się ponownego odrzucenia. U wielu dzieci pojawia się też poczucie winy za rozpad rodziny(„gdybym był grzeczny, rodzice by się nie kłócili”) i myślenia magiczne („jak będę cichy i spokojny, rodzice się pogodzą”). Pojawia się konflikt lojalności- dziecko rozdarte jest między obojgiem rodziców. Do tego wszystkiego dokładamy emocja i uczucia tychże, obniżoną zdolność do pełnienia funkcji rodzicielskich. Trudny czas.

Jak sobie z tym radzić? Jak pomóc dziecku?

-dobro dziecka nad wszystko (wtedy, gdy zagubienie i smutek są największe, wtedy kiedy sami czujemy się odtrąceni, wtedy kiedy druga strona nie wywiązuje się z umów, wtedy kiedy złość bierze górę, wtedy gdy widzimy jak dziecko płacze i wzbiera w nas bezradność)

-wrogość do byłego małżonka poza udziałem dziecka (nie trzeba fałszywie wychwalać jego zalet, ale nie powinno się wylewać przed dzieckiem swej goryczy. Dotyczy to zarówno fazy okołorozwodowej raz i czasu późniejszego)

-nie zaszczepiajmy w dziecku nadziei, że wszystko szybko minie i wkrótce mama i tata znowu będą razem (jest to ważne, zwłaszcza wtedy, gdy jedna strona nie potrafi pogodzić się z odejściem małżonka)

-nie należy dopuszczać, by dzieci poczuwały się do konieczności opowiedzenia się po stronie jednego z rodziców

-nie należy posługiwać się dzieckiem jako gońcem, bądź szpiegiem (branie dzieci na spytki po wizycie u byłego małżonka prowadzi do frustracji i zamyka furtkę do innych ważnych rozmów. Pytania nie mogą wprowadzać dziecka w zakłopotania, niepewność. Pomyśl, czy pytaniem chcesz zaspokoić niezdrową ciekawość, czy pielęgnować rzeczywiste więzi? W pierwszym przypadku- szkodzisz. Sobie i dziecku)

-należy się spodziewać, że po wizycie u rodzica, który się wyprowadził, dziecko będzie musiało na nowo przystosować się do sytuacji. Trzeba się z tym pogodzić. Pytania i zgryźliwe uwagi tylko pogorszą sytuacje (czasem warto pogodzić się z tym, czego zmienić się nie da, odpuścić zamiast rozniecać ogień. Różnice będą się pojawiały, ale dla dziecka najważniejszy jest spokój i poczucie bezpieczeństwa).

To mała garść wskazówek i porad. Jednak historia każdego dziecka i każdej rodziny jest inna. Każda historia niesie ze sobą swój ból, swoje doświadczenie, swoje nadzieje. Dobrze jeśli ludzie rozstają się w zgodzie, trudniej jeśli są w konflikcie. Jednak w tym pierwszym wariancie (zgoda) też zdarzają się trudne chwile, a w drugim (konflikt)- chwile dobre. Później (albo wcześniej) pojawiają się nowe partnerki/ partnerzy, rodzeństwo, dzieci będą się zmieniać, dorastać. Najważniejsze to- być. Po prostu. Czasem jeden uścisk, jeden czuły gest znaczy więcej niż morze słów…

„Tak się czasem dzieje, że dorośli przestają razem mieszkać. My tak zrobimy, jednak i mama i tata kochają cię niezmiennie”… o rozwodzie słów kilka.

Jak rozmawiać z dzieckiem o rozstaniu?

-najważniejsze- rozmawiać należy w dzieckiem, gdy PODJĘLIŚCIE już decyzję, a nie gdy się nad nią zastanawiacie.

-rozmowę przeprowadźcie przed wyprowadzką, ale sam jej moment zaplanujcie tak, by nastąpił on podczas nieobecności dziecka

-o ile to możliwe, rozmawiajcie z dzieckiem we dwoje – dostanie spójną informację o tym, co się dzieje. Przekażcie dziecku niezbędne, konkretne informacje o tym, co się teraz będzie działo, co się zmieni, a co nie.

-powiedzcie dziecku o swojej decyzji wprost: „postanowiliśmy, że nie będziemy mieszkać razem”, uzasadnijcie ją, bez wchodzenia w szczegóły, stosownie do wieku dziecka np. „nie jest nam dobrze ze sobą, nie umiemy się już ze sobą porozumieć”. Uwaga! Mimo wielu emocji nie lokujcie winy w drugim rodzicu- dziecku jest wystarczająco ciężko.

-zaakcentujcie, że to wy się rozstajecie, ale dla niego zawsze będziecie rodzicami – to się nigdy nie zmieni. Będziecie też współpracować ze sobą w sprawach dotyczących jego osoby i życia. Zapewnijcie dziecko o waszej miłości.

-zapewnijcie, że wasze rozstanie nie jest jego winą ani skutkiem jego zachowania, ale TYLKO gdy przypuszczacie, że dziecko może się obwiniać.

A co po rozwodzie?

O tym niebawem.

Zanim pisklę wyfrunie z gniazda…

Ludzie to zawsze dzieci swoich matek” [M. Gorki]

Ciąża. 40 długich tygodni. Czas radości, niepokoju, momentów euforii i zwątpienia. Czas wielkich nadziei, planów, pytań- czy zajmiemy się dzieckiem we właściwy sposób? Czy zapewnimy mu wszystko co potrzeba? Czy pokochamy je całym sercem? Czy będzie zdrowe? Czy będziemy potrafili sprostać oczekiwaniom swoim i swojego otoczenia? W końcu- czy będziemy dobrymi rodzicami?

W międzyczasie przewijamy się przez kilometry pólek sklepowych na których pięknie eksponują się akcesoria niemowlęce- ubranka, łóżeczka, wózki, foteliki. Sama słodycz i morze radości 🙂

Potem już tylko kilkadziesiąt (właściwie- kilkaset) głębokich oddechów i… już, maleństwo jest w naszych ramionach. I zaczynamy od początku- radość, niepokój, euforia przeplatana ze zwątpieniem- rodzicielstwo. Właściwie zaczęło się ono z chwilą poczęcia, ale w tym momencie przechodzi do fazy realizacji. Uczymy się siebie wzajemnie- matka i dziecko, ojciec i dziecko, matka i ojciec, matka ojciec i dziecko. Wszyscy. Razem i oddzielnie. Nie da się tego do niczego porównać, piękne doświadczenie. Dla tego małego człowieczka jesteśmy najważniejszymi, najwspanialszymi osobami na świecie, może nie na zawsze, ale na teraz.

Ważne, żeby nie zmarnować tego- nie dać się zwieść wewnętrznemu imperatywowi sprzątania, gotowania obiadów 3-daniowych. Na to przyjdzie czas. A te chwile już nie wrócą. Dziecko śpi, śpij i ty. Zachowaj siłę i przytomność umysłu na zmiany które tak dynamicznie zachodzą w rozwoju twojego dziecka. Zatrzymaj się, bądź. Bądź dla siebie, dla waszego dziecka i swojego partnera. Stwórzcie rodzinę. Rodzinę złożoną z ludzi którzy się kochają, których wypełnia troska o siebie wzajemnie.

Na koniec tekst piosenki Ani Rusowicz i Adama Nowaka:

Dziś śpiewam te trudne słowa życzenia wam nieznane:
Żebyście mieli w głowach dobrze poukładane
Nie wielkich sukcesów i wielkich pieniędzy
Za cenę dowolną co szybciej co prędzej
Jak wiary to mądrej nadziei na wszystko
Miłości do kogoś kto zawsze zawsze jest blisko

Wielu chwil bliskości!