„Jak trzeba, niech się ziemia zatrzęsie, byleby uniknąć śmiertelnych ran” .

Minął długi majowy weekend, dla wielu był to czas miłego spędzania czasu z najbliższymi, dla innych trudny czas konfliktów. Konfliktów z partnerem/ partnerką, z absorbującym dzieckiem, zakłócającym cisze sąsiadem itd.

Czy można żyć bez konfliktów? Czy można funkcjonować z ludźmi i przyjmować wszystko „jak jest”? Żyjemy w świecie, w którym wszystko nieustannie się zmienia. W zasadzie wszystko jest jednorazowe- zepsuty odkurzacz zastępujemy nowym, opatrzona komórkę wymieniamy na lepszą itp. Zmiana poniekąd stała się sposobem rozwiązywania problemów. Dobrze jest, jeśli zmiana jest konstruktywna gorzej, gdy staje się ucieczką. Ucieczka przed sobą, przed drugim człowiekiem.

Konflikt niejako jest wpisany w relacje. Taki, czy inny. Ciekawe, czy czyta ten tekst ktoś, kto nigdy nie słyszał od swoich rodziców/ dziadków „nie kłóćcie się”? Sama słyszałam wielokrotnie.

Czy kłótnia rzeczywiście jest tak destrukcyjna, że należy traktować ją jako zło konieczne, albo lepiej- unikać jak ognia?

A może lepiej poddać refleksji to, JAK się kłócić? Kłótnia wywołuje emocje, daje nadzieje na interakcje. Kłótnia jest dowodem na komunikacje.

Kiedy kłótnia burzy, a kiedy buduje?

Kłótnia rodzi się z krytyki, wymagań wobec drugiej strony, postawy „powtarzam po raz setny” i odrzucenia. Typowe jest myślenie- ktoś musi być winowajcą, ktoś został sprowokowany. Wszystko to w otoczce emocji, poza kontrolą rozumu. Narzucamy swoje zdanie (oczekując, że druga strona podda się), ubliżamy, porównujemy, generalizujemy („ty zawsze”, „ty nigdy”). Tak się kłócić nie można. Taka postawa zamiast rozwiązania problemu rodzi defensywę, zwiększenie dystansu i długo gojące się rany.

W zdrowej kłótni istotne jest, by koncentrować się na tym, co mnie boli, najistotniejsze jest mówienie o własnych emocjach („jest mi przykro, bo znowu się spóźniłeś, czuje się zlekceważona” zamiast: „jak zawsze, nie mogłeś być o czasie, nic cie nie interesuje”). Emocje trzeba nazwać, bo tylko wtedy staną się czytelne dla drugiej strony.

A co potem? Potem trzeba skupić się na tym jak rozwiązać problem. Wspólnie. Z poszanowaniem drugiej strony.

Czasem sporu rozwikłać się nie da, wtedy rozwiązaniem może być powiedzenie sobie „Wiesz co? Pozostańmy przy swoich zdaniach, bo tutaj nie osiągniemy porozumienia, ale nie będziemy już do tego wracać”. Ważne jest zwerbalizowanie tego, jak się z tym czuję/ czułam. Musimy postawić sobie diagnozę „ czuje się zawiedziona, jest mi przykro…” itp., i pozwolić na to drugiej stronie. Wypowiedzieć, wysłuchać, bez obrzucania drugiej strony konfliktu inwektywami, bez trzaskania drzwiami czy rzucania słuchawką.

Ignorowanie wewnętrznego głosu, niemożliwa do zaakceptowania postawa „ona/ on przecież tak ma” prowadzi do zwiększenia dystansu, złości w kontakcie z druga osobą, wrogości, unikania a w konsekwencji- do obojętności, która z reguły stanowi koniec więzi.

Kłóćmy się, ale bezpiecznie, gódźmy różnice. Na koniec zacytuję Zbigniewa Lwa- Starowicza- „Jak trzeba, niech się ziemia zatrzęsie, byleby uniknąć śmiertelnych ran” .

O kobietach, nie tylko dla kobiet.

08 marca- Dzień Kobiet. Korzystając ze sposobności życzę Wam miłości. Miłości do samych siebie! Miłości trochę egoistycznej, trochę na przekór światu, takiej z serca, dla siebie. Osobiście dużo czasu zajęło mi dokopanie się do niej. No bo jak, że tak… siebie kochać? Kogoś to jasne, bardzo oczywiste, ale SIEBIE? Otóż tak, Drogie Pani i Drodzy Panowie. Troska, czułość i uwaga dla siebie są czymś bardzo istotnym. Sprawiają, że stajemy się łagodniejsze dla siebie, bardziej wrażliwe, uważne. Za tym idzie większa łagodność, wrażliwość i ważność na otoczenie. Nagle na wszystko znajduje się miejsce. Spotykamy się z ludźmi, dajemy i otrzymujemy. Spotykamy się gdzieś po środku- nie naruszając i nie dając się naruszać. A potem ruszamy dalej w świat z refleksją, czym to spotkanie było dla mnie? Zaciekawiamy się sobą. Co się dzieje ze mną? Co czuję, z czym zostaję, czego mi potrzeba? Możemy zostać z czyimś niepokojem, z czyjąś radością i entuzjazmem, z wdzięcznością, że los oszczędził nam podobnych doświadczeń, a może ze smutkiem, bo w tym kontakcie ożywił się kawałek jakieś naszej trudnej historii… Możliwości jest wiele, ale jedynie uważność, refleksja nad sobą pozwoli nam dotrzeć do tych treści. Odkryjemy w sobie kogoś godnego tej uwagi, zaciekawienia. Sama doświadczam niesamowitej radości, kiedy okazuje się, że Dzień Kobiet mogę mieć co najmniej raz w tygodniu. Kiedy dostrzegam siebie, dostrzegają mnie również moi bliscy, nie muszę znikać, by paradoksalnie wyłonić się z cienia. Nie jest to równoznaczne z zaniedbaniem- rodziny, obowiązków. Jeśli mi smutno i źle, to daje sobie prawo przeżywania trudności i smutku, potem mogę wrócić całą sobą do świata.

Wszyscy nosimy w sobie potrzebę miłości, a realizację jej uzależniamy od osób trzecich. Tymczasem ważne jest, by zacząć od siebie. Można kochać, żyjąc w pojedynkę. Można zajmować się sobą, tym co nas interesuje, buduje, daje satysfakcję. Czujemy się szczęśliwi, gdy pochłania nas to, co robimy. Gdy robimy to z pasją, gdy dbamy o relacje, które są dla nas ważne, w tym ze sobą samym.

Tego Wam życzę, opiekujcie się sobą i bądźcie uważni- na świat i siebie. W zgodzie ze sobą, troską, zainteresowaniem i uważnością. Miłości Wam życzę. I sobie też 🙂

„Tańczcie, tańczcie, inaczej jesteśmy zgubieni” Pina Bauch

Taniec ma bardzo długa historię. Już wśród najstarszych malowideł jaskiniowych można znaleźć sceny taneczne. W ciągu dziejów ludzkości taniec odgrywał niezmiennie ważną rolę- taniec jako forma obrzędu, taniec jako drzwi do rzeczywistości nadnaturalnej, taniec jako forma kontaktu z bóstwem, taniec, jako forma ujścia nagromadzonych napięć emocjonalnych, taniec jako najszybsza i najbardziej bezpośrednia droga przekazywania niekiedy bardzo złożonych treści, taniec jako sposób budowania więzi międzyludzkich oraz taniec jako interpretacja rzeczywistości, której nie da się ogarnąć rozumem- magia.

A jak jest dzisiaj? Rozwój technologiczny, olbrzymie rozmiary struktur urbanistycznych, stale rosnące tempo życia – to wszystko rozrywa więzi społeczne, które dla naszych przodków były naturalne. Człowiek zyskał nieznany mu wcześniej poziom niezależności od innych ludzi, ale owa niezależność zaczęła prowadzić do samotności. Taniec przestał być nieodłącznym elementem zbiorowego życia, bezpośrednie uczestnictwo człowieka w tańcu spadło, taniec stał się wąska specjalizacją zdominowaną przez zawodowych tancerzy, większość ludzi ma kontakt z tańcem głównie w formie pasywnego odbioru. Czy taka forma kontaktu- tańczący na scenie i oglądająca publiczność może na człowieka jeszcze oddziaływać? Oczywiście!

Odbiór sztuki i wrażliwość na nią (nie tylko tą taneczną) jest niezwykle cenna. Sztuka rozwija wyobraźnię, myślenie, dostarcza różnorodnych form widzenia świata. Sztuka pozwala zatopić się w uczuciu przyjemności, ale może tez budzić kontrowersję. Sztuka popycha nas ku wartościom etycznym, może je podkreślać, jest formą komunikowania się. Sztuka może stanowić źródło wiedzy, ułatwiać poznanie tego, co niewyraźne, nieokreślone. Sztuka może pełnić funkcje sacrum, zbliżać do boga (jakkolwiek by nie nazywać, bądź nie nazywać), ale i do drugiego człowieka. Sztuka zarówno w wymiarze aktywnym (twórca) jak i receptywnym (odbiorca) porusza emocje. Sztuka może mieć działanie katartyczne (oczyszczające)-prowadzi do wglądu, może rozładowywać to, co trudne, głęboko skrywane. Sztuka budzi i wzmacnia.

Bieg czasu związany z postępem technologicznym, prowadzi człowieka trochę „na skróty”. Odchodzimy od tradycji, od tego co pierwotne- wrażliwości, potrzeby współpracy, kolektywu. A sztuka pozwala nam się na chwilę zatrzymać. Poczuć. Usłyszeć. Być.

Warto czasem doświadczyć takiej formy istnienia. I zaszczepiać ją w młodszych pokoleniach. Kilka dni temu miałam okazję obejrzeć piękny spektakl w reżyserii i choreografii Jolanty „Sangmo” Borysiewicz. Ukazywał dwie różne formy świata- tą bez miłości, pełna destrukcji, i drugą- pełna ciepłych uczuć, dobra i harmonii. Poruszał do głębi. Widać było ogrom pracy, wrażliwości, talentu. Z poszczególnych scen wypływało morze różnorodnych uczuć i emocji. Miałam jedną dodatkową- szelest opakowania od paluszków i chrupania tychże latorośli pewnej mamy siedzącej obok… Szanujmy sztukę i Człowieka. Warto.