Próbowałem wszystkiego. Czytałem książki o motywacji, zapisywałem się na siłownię, obiecywałem sobie, że będę inny. A wciąż stoję w miejscu, jestem bezradny wobec siebie samego”.– słowa często wypowiadane, często słyszane.

Bezradność to niewygodne uczucie. Towarzyszy nam, kiedy:

  • próbujemy „wziąć się w garść”, ale coś w nas sabotuje nasze wysiłki,
  • obiecujemy sobie zmianę po raz setny i znów nie udaje się utrzymać postanowień,
    czujemy, że „powinniśmy” być silniejsi, bardziej zdyscyplinowani, bardziej… inni i nic z tego nie wynika,
  • chcemy zmienić coś w otoczeniu zewnętrznym (zachowanie dziecka/ męża/ szefa/ urzędnika), ale to niemożliwe.

W takich momentach bezradność jawi się jako wysoka góra, w obliczu której stajemy się mali, słabi, jakby niewystarczający. Może pojawić się strach, rozpacz, złość, wstyd…
Często też właśnie wtedy zaczyna się walka. Walka ze samym sobą. Walka która wyczerpuje.

Arnold Beisser, jeden z pionierów terapii Gestalt powiedział:
Zmiana zachodzi wtedy, gdy staję się tym, kim jestem, a nie wtedy, gdy próbuję stać się kimś innym”.

W codziennym życiu działa to tak:

Osoba X przychodzi na terapię, bo „jest za słaba”. Uważa, że powinna być bardziej asertywna, twardsza, nieugięta. Dlatego wymusza na sobie zachowania, które nie są jej bliskie –jest rozmowna w pracy, żeby nie być nudziarą, przechodzi obok własnych uczuć, by nie wyglądać na „rozmemłaną”.

Co się dzieje? Osoba X jest coraz bardziej zmęczona. Coraz bardziej… bezradna.

W terapii pytam: „A co by było, gdybyś pozwoliła sobie być dokładnie taką, jaka jesteś teraz? Wrażliwą. Zmęczoną. Czasem niepewną?”

Cisza. Łzy. A potem… ulga.

Dopiero kiedy przestajemy starać się być kimś innym, możemy zobaczyć, czego naprawdę potrzebujemy. I dopiero wtedy zaczyna się rzeczywista zmiana – nie wymuszona, ale taka „od środka”.

Słyszę często: „Ale jeśli zaakceptuję swoją bezradność, to przecież nic się nie zmieni! To rezygnacja!”.

Akceptacja nie oznacza poddania się. Akceptacja to nie rezygnacja. To świadome zatrzymanie się i powiedzenie: „Tak, teraz jest mi ciężko. Czuję bezradność. I to jest prawda tego momentu”.

To jak z pływaniem pod prąd – kiedy przestajesz machać rozpaczliwie rękami i pozwolisz ciału unieść się na fali, nagle okazuje się, że możesz oddychać. I dopiero wtedy możesz zacząć płynąć we właściwym kierunku.

Co się dzieje, gdy przyjmujesz bezradność?

  1. Przestajemy marnować energię na walkę z samym sobą.Energia, którą wkładaliśmy w to, by „nie być bezradnym”, nagle staje się dostępna do realnego działania.
  2. Zaczynamy widzieć prawdziwe przyczyny. Bezradność często jest sygnałem – pokazuje, że coś w naszym życiu nie działa. Ale dopóki jej nie przyjmiemy, nie usłyszymy tej wiadomości.
  3. Odkrywamy swoje rzeczywiste zasoby, możemy zobaczyć, kim naprawdę jesteśmy – i co w nas już działa, nawet jeśli tego nie dostrzegaliśmy.

Praktyka na dziś: być sobą przez pięć minut

Jeśli teraz czujesz bezradność – w pracy, w relacji, wobec jakiejś sytuacji życiowej – spróbuj tego ćwiczenia:

  1. Zatrzymaj się.Dosłownie. Przestań coś robić na moment.
  2. Nazwij, co czujesz. „Czuję bezradność”. „Czuję, że nie wiem, co dalej”. Bez oceniania, bez „powinienem czuć inaczej”.
  3. Zapytaj siebie: „Czego potrzebuję w tym momencie?” (Nie: „co powinienem zrobić”, ale „czego japotrzebuję”)
  4. Pozwól sobie na to, co przyjdzie. Może to będzie płacz. Może cisza. Może nagłe zrozumienie. A może… nic. I to też jest okej.

To tylko pięć minut. Ale w terapii Gestalt wierzymy, że prawdziwa zmiana zaczyna się właśnie od takich małych momentów pełnej obecności.

Bezradność nie jest Twoim wrogiem. Jest tymczasowym towarzyszem podróży – niewygodnym, niosącym ważną wiadomość punktem wyjścia.


*Jeśli czujesz, że ugrzęzłaś/ugrzązłeś w bezradności i chciałbyś/chciałabyś zbadać to w bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej – zapraszam do kontaktu. W terapii Gestalt nie ma miejsca na „powinnaś/powinieneś”. Jest miejsce na to, kim jesteś teraz. I na to, co z tego może wyniknąć.

https://dominikagilewicz.pl/kontakt-psycholog-psychoterapeuta/

Umów się na wizytę