Zdrada, początek czy koniec?

Powszechnie uważa się, że zdrada stanowi o końcu związku, rodziny. W rzeczywistości jednak, jeśli ktoś się rozstaje to zazwyczaj jest to… para kochanków. Najważniejsza jest relacja między partnerami i to, co tak naprawdę się wydarzyło. Wiadomo, najpierw jest burza emocji. I dobrze, że jest (często świadczy o zaangażowaniu), gorzej, że czasem prowadzi do gwałtownych, nieprzemyślanych decyzji.

Decydująca staje się rozmowa,najczęściej ta pierwsza. I tak, zdrada zamiast do rozpadu związku może prowadzić do jego umocnienia. Jak się to dzieje? Partnerzy dopiero w obliczu tak silnego kryzysu, często po bardzo długim czasie, z uwagą spoglądają na siebie, rozmawiają prawdziwie, dostrzegają to, co dotychczas umykało ich uwadze. W końcu mogą dowiedzieć się czegoś o sobie, o swoich potrzebach, przyczynie zdrady. Zdrada może ujawnić ukryty konflikt, który często trwał miesiącami a nawet latami, a partnerzy nie zdawali sobie z niego sprawy, albo bagatelizowali go, albo po prostu tak bardzo oddalili się od siebie, że nie było już między nimi miejsca na szczerą rozmowę. Jeśli kurtyna opadnie partnerzy mają szansę odbudować związek na nowych zasadach. Czasami się nie udaje. Czasem już podczas tej pierwszej rozmowy obraz osoby zdradzającej jawi się jako obraz osoby zupełnie nieznanej, w tym negatywnym odbiorze. A w innych przypadkach partner zdradzający odchodzi sam. Tu każdy sam musi wyłapywać sygnały, mówiące o tym, na ile utrzymanie związku jest możliwe.

Łatwo nie będzie. Pojawiają się wątpliwości (czy zdradzi ponownie? Dlaczego mam mu/jej ufać?), w związku zacznie funkcjonować zasada ograniczonego zaufania, wzajemna obserwacja, nadinterpretacja zachowań, przeczulenie. To potrwa. Jednak warto walczyć, jeśli mamy przekonanie, że możemy stracić kogoś cennego dla nas. I nie chcemy stracić. Można walczyć o partnera który rozważa odejście do innej/innego, albo o partnera którego bezpośrednio dotknął ból zdrady.

Przy tym pamiętać warto, że żadna kara nie może być dożywotna. Dotyczy to zarówno osoby zdradzonej (ciągła kontrola, obwinianie) jak i zdradzającej (poczucie winy, rozpamiętywanie). Trzeba się wykrzyczeć, wypłakać, mieć nieprzespane noce. Jednak potem powinno się skierować swoje kroki na mocny fundament związku, wykazać się dobrą wolą i przejść sprawdzian codzienności. Czy rzeczywiście partner/ partnerka się zmienił? Czy potrafi to pokazać i trwać w tym? Czy zdrada była cementem, czy została tylko mniej lub bardziej skondensowaną zasłona dymną?

Życzę Wam i sobie dobrego związku. Związku, w którym potrzeby są zauważane i szanowane, związku uważnego na detale i szczegóły, związku z konfliktami i kryzysami, które da się rozwiązać, związku pełnego codziennej pracy. Związku w którym na co dzień w roli głównej występuje szacunek, bliskość i cel.

„Nie rozumiem bowiem tego co czynię…”

W osobowości każdego z nas wyróżnić można: Rodzica, Dorosłego, Dziecko.

W praktyce, przykładowy dialog:

Zaspałem, która jest godzina?

– Jak zwykle nic niczego nie możesz zrobić dobrze! (Rodzic krytyczny)

Na Rodzica składają się zapisy zdarzeń zewnętrznych (upomnienia, zasady, reguły) narzuconych i niepodlegających dyskusji. Dane te zapisują się w nas „po prostu”, bez względu na ich słuszność bądź prawdziwość.

Sam sobie sprawdź. Znowu nie zrobisz tego co zaplanowaliśmy, nie będę z tobą rozmawiać. (Dziecko)

W Dziecku zapisane są uczucia na zdarzenia towarzyszące człowiekowi we wczesnych latach życia. Kieruje się zasadą- wszystko, albo nic.

-U mnie 8.30 (Dorosły)

Dorosły to zapis danych uzyskanych dzięki własnej analizie. Inaczej mówiąc, funkcja dorosłego jest sprawdzanie, czy dane zawarte w Rodzicu są prawdziwe i wciąż przydatne w życiu i skontrolowanie, czy uczucia zawarte w Dziecku są dostosowane do obecnej rzeczywistości.

Jak można zbudować w sobie silnego Dorosłego:

-nauczyć się rozpoznawania wewnętrznego Dziecka- jego lęków i sposobów okazywania

-nauczyć się rozpoznawania swojego Rodzica- jego upomnienia, nakazy a także sposoby uzewnętrzniania ich

-w razie potrzeby liczyć do 10, by dać możliwość Dorosłemu przeanalizować sytuację i odrzucić tym samym automatyczne Dziecko bądź krytycznego Rodzica

-wypracować swój własny system wartości

-być ze sobą z troską i uważnością, nie oceniać

Poszła Ola do przedszkola… chora

Wrzesień. Czas kiedy dzieci w asyście rodziców maszerują do szkół i przeszkól. Czas szczególny z powodu troski jaką musimy otoczyć nasze pociechy, ale też czas szczególnie trudny- trzeba zsynchronizować zajęcia dodatkowe z pracą zawodową, przywyknąć do nowego trybu życia. Jednak to nie wszystko. Zaczyna się jesień, a wraz z nią nadchodzą infekcje. I tu pojawia się dylemat- co począć z chorym dzieckiem?

Pracuję w przedszkolach od kilku lat, przez ten czas widziałam wiele- zapalenie spojówek (z lejącą się z oczu ropą), infekcje żołądkowo- jelitowe, katar, kaszel, wysypki. Objawy przedstawiają się różnie, od lekkiego do dużego nasilenia. Niezmienne jest jedno- bezradność dziecka. Dziecka, które źle się czuje, bo leki podane rano w domu przestały działać. Dziecka, które przytula się do Pań, a najlepiej czułoby się w ramionach mamy bądź taty, we własnym łóżeczku. Dziecka w konflikcie wewnętrznym, bo przecież rodzice prosili, by wytrzymało.

Zgodnie z regulaminem, obowiązującym w większości przedszkoli, rodzice nie mogą przyprowadzać do placówki dzieci chorych. W praktyce jednak wygląda to tak, że dziecko przyprowadzone rano do przedszkola dostaje w domu lekarstwa i chwilowo w lepszej formie przekracza próg sali.

Co powinno wzbudzać czujność? Objawy ze strony poszczególnych układów które powinny skłaniać do osobistej opieki nad dzieckiem, do pozostawiania dziecka w domu, bądź zawiadomienia rodziców przez nauczyciela przedszkola:

-oczy: pojawiają się objawy zapalenia spojówek – oczy są zaczerwienione, zbiera się w nich wydzielina ropna, która wycieka lub zasycha;

-układ oddechowy: dziecko ma problemy z oddychaniem; oddech jest zmieniony; pojawia się chrypka, kaszel, katar;

-układ pokarmowy: dziecko ma biegunkę, nudności, wymiotuje, skarży się na ból brzucha;

-skóra: na skórze pojawia się wysypka, dziecko się drapie, ma oznaki gorączki;

-jama ustna: w jamie ustnej można zaobserwować krostki lub owrzodzenie, wyciek śliny, dziecko skarży się na ból zęba;

-zachowanie: dziecko wykazuje objawy nadmiernego zmęczenia, osłabienia, jest apatyczne bądź przeciwnie – nadmiernie rozdrażnione, często płacze, odmawia udziału w zajęciach.

Każdy rodzic zna swoje dziecko. Wiedza ta sprawia, że wiemy kiedy dziecko jest niewyspane, kiedy ma „dzień na nie”, a kiedy rozpoczyna się u niego jakaś infekcja. Sytuacja choroby jest szczególnie trudna dla pracującego rodzica. Zwłaszcza dla tego, który nie ma w pobliżu nikogo do pomocy, a urlop bądź zwolnienie w pracy wiążą się z ryzykiem jej utraty. Jednak w środowisku przedszkolnym dziecko chore nie wyzdrowieje, a jedynie rozwinie infekcje, będzie jeszcze bardziej osłabione a „niemożliwe” będzie musiało stać się możliwym- zwolnienie z pracy stanie się koniecznością bezwzględną – w znacznie większym wymiarze. Nawet błahy katar, zaniedbany, niesie ryzyko poważnych powikłań, których skutki mogą być naprawdę groźne. Dbajmy o nasze dzieci, stawiajmy ich dobro i bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Pamiętajmy przy tym, że nasze zdrowe dziecko w placówce, to zdrowe inne dzieci, a zdrowe inne dzieci to zdrowe nasze dziecko.

Do napisanie tego artykułu skłoniła mnie trwająca już tydzień infekcja Pani Córki. Jednak z całą odpowiedzialnością biorę na siebie proces jej leczenia pomimo dezorganizacji jaka wkradła się w nasze życie, oczywiście przede wszystkim to zawodowe.

Dbajmy o nasze pociechy.

…o co chodzi z tymi śmieciami?

Ludzie w związkach kłócą się o nie wyrzucone śmieci, o nie zakręconą tubkę pasty do zębów, o wyciągnięty w ostatniej chwili klucz do drzwi wejściowych mieszkania itp. Co się pod tymi sporami kryje? O co tak naprawdę się kłócimy?

Kłócimy się o to, co te śmieci, pasta i klucze dla nas znaczą. Bo ludzie nieustannie wyciągają wzajemne wnioski na swój temat, między innymi z takich właśnie szczegółów.

I tak, jeśli mężczyzna „będzie się domyślał” , kobieta uzyska dowód, że on „myśli o niej”. Jeśli ona musi go o wyrzucenie śmieci poprosić, pojawia się złość. Ona przeżywa te śmieci, bo czuje się za nie odpowiedzialna, przypisuje mężczyźnie to, co sama ma w głowie- że on od niej czegoś wymaga, że widzi bałagan tak samo jak ona, ale gra z nią na przeczekanie. Przypisuje mu nakładanie na siebie roli służącej, bo ją to uwiera, że ten kosz na śmieci jest pełny. A jemu to bez różnicy. Względem śmieci nie widzi tych śmieci, a nie względem niej ich nie widzi. Kobieta nie jest adresatką tego niewidzenia. To pierwszy poziom rozmienienia problemu. A co kryje się głębiej? To żeby on ją dostrzegał. A śmieci…? Cóż, one to maja wyrażać.

Problem niedokręcanych tubek pasty do zębów nieświadomie interpretować można jako na przykład wyraz małego zaangażowania. Pasta staje się symbolem. Symbolem nie dokończonych zadań, symbolem niepodopinanych spraw. Pasta może być też walką o przestrzeń- „zostawiasz odkręconą pastę, bo myślisz, że łazienka jest tylko twoja. Mnie tu nie dostrzegasz. Nie troszczysz się o mnie.”

Podobnie z kluczami- „wyciągasz je dopiero wtedy, gdy już czekamy pod drzwiami. Wcześniej w ogóle tego nie przewidujesz”. Co się może kryć pod takimi wyrzutami? Odczucie, że druga strona przewiduje tylko jeden ruch do przodu, że nie myśli perspektywicznie. I może dalej- „Pewnie dlatego inni mają to, co nam z taka trudnością przychodzi”. Wielka złość pod spodem.

Czasami oczywiście jest tak, że w kłótniach chodzi dokładnie o nic. Zwyczajnie, ktoś ma przypływ negatywnych emocji, które musi wyładować i nie ma to większego sensu, drugiego dna. Jeśli w tym momencie pójdzie się w stronę dyskusji, tłumaczenia bezsensowności, stanie się to kompletnie bezkonstruktywne. Wtedy lepiej po prostu przeczekać. Zrobić herbatę, powiedzieć, że nie ma się ochoty tego słuchać i zająć się własnymi sprawami.

Choć jest wyjątek. Nie wolno pozwolić, by do kanonu wzajemnych kontaktów (w tym kłótni i wyrażaniu różnicy poglądów) wchodziły zwroty nam ubliżające („ty sieroto, kretynie/kretynko” itp.). Jeśli się pojawią, a my dalej kontynuujemy rozmowę, milcząco wyrażamy zgodę na to, by mówiono o nas w ten sposób. Najpierw trzeba rozwiązać tą kwestię („nie zgadzam się, abyś tak do mnie mówił. Jeżeli to się powtórzy nie będę dalej z tobą rozmawiała”), partner powinien przeprosić i obie strony powinny mieć jasność, że takie zwroty są niedopuszczalne.

Wszystko to jest wielkim uogólnieniem, na większość wydarzających się procesów składa się wiele płaszczyzn. Postawa jest jednak chyba jedna wspólna. Jest nią refleksja na temat tego, „dlaczego robię to, co robię? O co mi tak naprawdę chodzi?”. A związek to dialog- „czym są dla ciebie te śmieci”? Należy dotrzeć do istoty sprawy.

ABC próśb i poleceń.

Komunikacja to coś, czego uczymy się całe życie. W przypadku dzieci jest szczególnie ważna, gdyż rzutuje na budowany obraz siebie i innych. Na co zwrócić uwagę? Jak ją kształtować?

Istotnym jest, by:

prośby formułować w pozytywny sposób, tj mówić dziecku CO MA zrobić (czego chcemy), a nie CZEGO NIE ROBIĆ („proszę siedź spokojnie przy stole” zamiast „nie kręć się”). „Nie” zniechęca do działania i kusi, by spróbować co się stanie jeśli nie posłucha.

-wydawać krótkie i proste polecenia (najlepiej zamknięte w jednym zdaniu)

-prośba w możliwie najbardziej precyzyjny sposób określała nasze oczekiwania („staraj się jeść tak, by jedzenie nie wypadało ci z talerza” zamiast „jedź spokojnie”)

-prośba była możliwa do spełnienia („wrzuć klocki do pudełka” zamiast „posprzątaj TEN bałagan”)

-unikać ironii

Kluczową jednak cechą prośby jest gotowość osoby proszącej do usłyszenia i przyjęcia słowa „nie”. Gotowość zmierzenia się z odmową odróżnia prośbę od żądania (nie wystarczy zatem używać słowa „proszę”). I tu pojawia się pytanie o motywację- czy chcemy, by dziecko wykonując polecenie kierowało się strachem, lękiem przed karą, nadzieją na nagrodę, czy wewnętrzną potrzebą zrobienia czegoś dla drugiego człowieka? Tego drugiego nie da się wzbudzić groźbami. Taka motywacja rodzi się, gdy obie strony szanują to, co jest dla nich ważne, i rozmawiają o tym, by wypracować rozwiązanie, które będzie do przyjęcia dla obu stron.

Uwaga, respektowanie odmowy dziecka nie jest równoznaczne z rezygnacją, z tego o co rodzic prosi! Gotowość usłyszenia „nie” pomoże nam bez emocji złości odnieść się do stanowiska dziecka (i innych ludzi), usłyszeć, co się z nim dzieje – co czuje, czego potrzebuje w danym momencie, co jest dla niego ważne w tej chwili, że zdecydowało się powiedzieć nie.

Jeśli już to wiemy:

1) zakomunikujmy dziecku, że jesteśmy świadomi jego uczuć, pragnień, zaangażowania („widzę, że chcesz się jeszcze bawić”),

2) doceniamy je („cieszę się z tego, bo lubię jak miło spędzasz czas”)

3) poinformujmy o naszych potrzebach („jednocześnie dla mnie ważne jest, byś teraz posprzątał pokój, bo jestem umówiona z ciocią, musimy szykować się do wyjścia”)

4) przyjęcie odmowy i zastanowienie się nad rozwiązaniem („pobaw się jeszcze 5 minut, potem ty bardzo szybko posprzątasz”)

„Ja jestem ok. Inni są ok. Moje potrzeby są ważne. Ale jednocześnie potrzeby: mamy, taty, koleżanki, innych też są ważne”- taką postawę wg Erica Berne buduje w dziecku budowanie reakcji poprzez słyszenie i branie pod uwagę potrzeb wszystkich.

Czasem zdarza się tak, że musimy wyjść teraz- już a dziecko stawia opór, bo jest chore, zmęczone, głodne. Nie możemy spełnić jego potrzeb, jedyną możliwość stanowi wzięcie dziecka na ręce i wyjście.

W takiej sytuacji to, co możemy zrobić to zadbać o to, by zakomunikować dziecku, że dostrzegamy, to co się z nim dzieje, czego potrzebuje oraz w zrozumiały dla niego sposób przedstawić nasze potrzeby oraz zaproponować rozmowę o tym w późniejszym, jasno określonym czasie.

Dziecko uczy się dostrzegać, że w niektórych momentach w życiu, jego potrzeby nie mogą być spełnione, i to przyjmować, a jednocześnie czuje się zaopiekowane i usłyszane przez rodzica.

„Jak trzeba, niech się ziemia zatrzęsie, byleby uniknąć śmiertelnych ran” .

Minął długi majowy weekend, dla wielu był to czas miłego spędzania czasu z najbliższymi, dla innych trudny czas konfliktów. Konfliktów z partnerem/ partnerką, z absorbującym dzieckiem, zakłócającym cisze sąsiadem itd.

Czy można żyć bez konfliktów? Czy można funkcjonować z ludźmi i przyjmować wszystko „jak jest”? Żyjemy w świecie, w którym wszystko nieustannie się zmienia. W zasadzie wszystko jest jednorazowe- zepsuty odkurzacz zastępujemy nowym, opatrzona komórkę wymieniamy na lepszą itp. Zmiana poniekąd stała się sposobem rozwiązywania problemów. Dobrze jest, jeśli zmiana jest konstruktywna gorzej, gdy staje się ucieczką. Ucieczka przed sobą, przed drugim człowiekiem.

Konflikt niejako jest wpisany w relacje. Taki, czy inny. Ciekawe, czy czyta ten tekst ktoś, kto nigdy nie słyszał od swoich rodziców/ dziadków „nie kłóćcie się”? Sama słyszałam wielokrotnie.

Czy kłótnia rzeczywiście jest tak destrukcyjna, że należy traktować ją jako zło konieczne, albo lepiej- unikać jak ognia?

A może lepiej poddać refleksji to, JAK się kłócić? Kłótnia wywołuje emocje, daje nadzieje na interakcje. Kłótnia jest dowodem na komunikacje.

Kiedy kłótnia burzy, a kiedy buduje?

Kłótnia rodzi się z krytyki, wymagań wobec drugiej strony, postawy „powtarzam po raz setny” i odrzucenia. Typowe jest myślenie- ktoś musi być winowajcą, ktoś został sprowokowany. Wszystko to w otoczce emocji, poza kontrolą rozumu. Narzucamy swoje zdanie (oczekując, że druga strona podda się), ubliżamy, porównujemy, generalizujemy („ty zawsze”, „ty nigdy”). Tak się kłócić nie można. Taka postawa zamiast rozwiązania problemu rodzi defensywę, zwiększenie dystansu i długo gojące się rany.

W zdrowej kłótni istotne jest, by koncentrować się na tym, co mnie boli, najistotniejsze jest mówienie o własnych emocjach („jest mi przykro, bo znowu się spóźniłeś, czuje się zlekceważona” zamiast: „jak zawsze, nie mogłeś być o czasie, nic cie nie interesuje”). Emocje trzeba nazwać, bo tylko wtedy staną się czytelne dla drugiej strony.

A co potem? Potem trzeba skupić się na tym jak rozwiązać problem. Wspólnie. Z poszanowaniem drugiej strony.

Czasem sporu rozwikłać się nie da, wtedy rozwiązaniem może być powiedzenie sobie „Wiesz co? Pozostańmy przy swoich zdaniach, bo tutaj nie osiągniemy porozumienia, ale nie będziemy już do tego wracać”. Ważne jest zwerbalizowanie tego, jak się z tym czuję/ czułam. Musimy postawić sobie diagnozę „ czuje się zawiedziona, jest mi przykro…” itp., i pozwolić na to drugiej stronie. Wypowiedzieć, wysłuchać, bez obrzucania drugiej strony konfliktu inwektywami, bez trzaskania drzwiami czy rzucania słuchawką.

Ignorowanie wewnętrznego głosu, niemożliwa do zaakceptowania postawa „ona/ on przecież tak ma” prowadzi do zwiększenia dystansu, złości w kontakcie z druga osobą, wrogości, unikania a w konsekwencji- do obojętności, która z reguły stanowi koniec więzi.

Kłóćmy się, ale bezpiecznie, gódźmy różnice. Na koniec zacytuję Zbigniewa Lwa- Starowicza- „Jak trzeba, niech się ziemia zatrzęsie, byleby uniknąć śmiertelnych ran” .

O kobietach, nie tylko dla kobiet.

08 marca- Dzień Kobiet. Korzystając ze sposobności życzę Wam miłości. Miłości do samych siebie! Miłości trochę egoistycznej, trochę na przekór światu, takiej z serca, dla siebie. Osobiście dużo czasu zajęło mi dokopanie się do niej. No bo jak, że tak… siebie kochać? Kogoś to jasne, bardzo oczywiste, ale SIEBIE? Otóż tak, Drogie Pani i Drodzy Panowie. Troska, czułość i uwaga dla siebie są czymś bardzo istotnym. Sprawiają, że stajemy się łagodniejsze dla siebie, bardziej wrażliwe, uważne. Za tym idzie większa łagodność, wrażliwość i ważność na otoczenie. Nagle na wszystko znajduje się miejsce. Spotykamy się z ludźmi, dajemy i otrzymujemy. Spotykamy się gdzieś po środku- nie naruszając i nie dając się naruszać. A potem ruszamy dalej w świat z refleksją, czym to spotkanie było dla mnie? Zaciekawiamy się sobą. Co się dzieje ze mną? Co czuję, z czym zostaję, czego mi potrzeba? Możemy zostać z czyimś niepokojem, z czyjąś radością i entuzjazmem, z wdzięcznością, że los oszczędził nam podobnych doświadczeń, a może ze smutkiem, bo w tym kontakcie ożywił się kawałek jakieś naszej trudnej historii… Możliwości jest wiele, ale jedynie uważność, refleksja nad sobą pozwoli nam dotrzeć do tych treści. Odkryjemy w sobie kogoś godnego tej uwagi, zaciekawienia. Sama doświadczam niesamowitej radości, kiedy okazuje się, że Dzień Kobiet mogę mieć co najmniej raz w tygodniu. Kiedy dostrzegam siebie, dostrzegają mnie również moi bliscy, nie muszę znikać, by paradoksalnie wyłonić się z cienia. Nie jest to równoznaczne z zaniedbaniem- rodziny, obowiązków. Jeśli mi smutno i źle, to daje sobie prawo przeżywania trudności i smutku, potem mogę wrócić całą sobą do świata.

Wszyscy nosimy w sobie potrzebę miłości, a realizację jej uzależniamy od osób trzecich. Tymczasem ważne jest, by zacząć od siebie. Można kochać, żyjąc w pojedynkę. Można zajmować się sobą, tym co nas interesuje, buduje, daje satysfakcję. Czujemy się szczęśliwi, gdy pochłania nas to, co robimy. Gdy robimy to z pasją, gdy dbamy o relacje, które są dla nas ważne, w tym ze sobą samym.

Tego Wam życzę, opiekujcie się sobą i bądźcie uważni- na świat i siebie. W zgodzie ze sobą, troską, zainteresowaniem i uważnością. Miłości Wam życzę. I sobie też 🙂

Iwona Chmielewska „Dwoje ludzi”, czyli… miłość na 1001 sposobów

Dzisiaj na dobranoc czytałam z Panią Córką książkę. Książkę, która raz przeczytana zostaje w sercu na zawsze. Dzielę się z Wami (częściowo) jej treścią, bo jest niesamowita. Treść, oprawa graficzna i możliwość powrotu na każdym etapie życia- tego małego i dużego. Dziś bez interpretacji i bez zniekształceń.

Iwona Chmielewska „Dwoje ludzi”

Gdy dwoje ludzi żyje razem,

to jest im łatwiej, bo są razem,

i jest im trudniej, bo są razem.

(…)

Gdy dwoje ludzi żyje razem,mogą być

jak dwie osobne wyspy na wielkim oceanie,

narażone na te same sztormy

i ogrzewane tym samym słońcem.

Jednak każda z nich ma swój własny kształt,

tylko swoje wulkany, doliny i wodospady…

A czasem są jak dwa okna pokoju

wychodzące na tą sama stronę świata.

Można w nich oglądać to samo, jednak każde z nich pokazuje inaczej.

Zdarza się, że są jak dwa różne zegary,

które obok siebie przeżywają ten sam czas.

Bywa, że jedne spóźnia się lub spieszy, trzeba o niego stale dbać.

Drugi jest niezawodny, lecz w końcu wyczerpuje

mu się bateria…

Czasem ludzi łącza się

z sobą na stałe, jak naczynia w klepsydrze.

Podczas gdy jedno z nich daje,

drugie przyjmuje.

A potem odwrotnie.

Mogą tez być połączeni

jak dwie ściany podtrzymujące dach domu.

Stoją one naprzeciwko siebie i nigdy

nie mogą się zbliżyć.

Choćby bardzo chciały.

Niekiedy są sobie nieodzowni

jak maszt i żagiel.

Jedno bez drugiego traci sens,

a razem mogą odbywać

najdalsze podróże.

Ludzie mogą być złączeni

jak kwiat i łodyga.

Kwiat zachwyca się swoim pięknem

i zapachem, ale to łodyga

unosi go wysoko i dostarcza wszystkiego, czego mu potrzeba.

Bez niej kwiat szybko więdnie.

A czasami

żyją c razem,

unikają się jak

dzień i noc.

Gdy nadchodzi dzień,

noc odchodzi, gdy przychodzi noc,

dzień znika.

Zdarza się, że są jak dwa różne drzewa

rosnące obok siebie i splecione korzeniami.

Drzewo iglaste jest zawsze zielone i silne.

Drugie drzewo, liściaste, gdy przychodzi

na nie pora, słabnie, traci liście, by potem

na nowo się odrodzić.

Czasem jedno drzewo nie może

urosnąć wysoko w cieniu drugiego.

(…)

Mogą być też zespoleni jak dwa koła roweru

poruszające się zawsze w tym samym tempie

i w tym samym kierunku.

Kiedy z jednego ujdzie powietrze,

nie mogą już razem nigdzie jechać,

mimo że drugie jest całe

(…)”

Miłość- na tysiąc jeden sposobów.

Gaś ogień wodą a nie benzyną.

Każdemu rodzicowi znana jest sytuacja, w której emocje dziecka utrudniają kontakt i stają się zapowiedzią wielkiego pożaru. Poniżej kilka wskazówek jak rozmawiać, by nie dolewać oliwy do przysłowiowego ognia.

Jeśli dziecko z każda chwilą zdaje się być bardziej pobudzone, spróbuj powiedzieć:

ta nowa zabawka jest naprawdę fascynująca, co?”

jak fajnie, naprawdę ci się to podoba!”

bardzo się przestraszyłeś tego hałasu, prawda? Chodź, przytulimy się, aż poczujesz się lepiej”

bardzo mi przykro, że się skaleczyłeś. Już lepiej?”

Brzmi to inaczej niż:

„odłóż w końcu tą zabawkę, czas spać”

„nie bój się, nic się nie dzieje, taki duży chłopiec jak ty…”

„nic się nie stało”

a niesie za sobą szereg korzyści:

– dziecko nabiera świadomości siebie i swoich emocji

-dziecko przerzuca uwagę na naszą osobę, prawdopodobieństwo, że wejdzie z nami w pozytywną interakcję rośnie

-dziecko pogłębia bezpieczne więzi, czuje się rozumiane i zauważone .

Ja widzę Cię

Dzisiejszy artykuł kieruję przede wszystkim do Rodziców Dzieci przedszkolnych. Wczoraj miałam przyjemność prowadzić szkolenie dla tych właśnie. Informacji było dużo, myśli pewnie też. Dlatego zbieram wszystko- dla jednych, celem uporządkowania, dla innych przypomnienia, bądź refleksji.

Ja i moje dziecko. Blisko, bezpiecznie, bezwarunkowo.

Gdy na różnych warsztatach, szkoleniach, konsultacjach pytam Was jakie oczekiwania macie na dzisiaj względem swoich dzieci, odpowiedzi są każdorazowo bardzo zbliżone. Chcemy (ja również), by nasze pociechy były uśmiechnięte, posłuszne, dostosowane, współpracujące, samodzielne, grzeczne itp.

Gdyby teraz zastanowić się jakimi chcielibyśmy zobaczyć swoje dzieci, gdy będą wkraczały w dorosłość? Odpowiedzi znowu pojawiają się bardzo zbieżne. Chcielibyśmy, żeby byli to ludzie niezależni, pewni siebie, kochani i kochający, asertywni, opiekuńczy, życzliwi, wykształceni itp.

Czy nasze działania wychowawcze zmierzają do tego? Czy cele „na dzisiaj” prowadzą do celów dalekich? Dzieci różnią się od siebie- jedne są spokojne, inne nieustannie w ruchu, niektóre niezdecydowane, inne narzucające swoją wolę, uległe i dominujące, obserwujące i zaangażowane. Wszystkie te cechy wpływa na to, jaka postawę przyjmujemy wobec niego i jakie są nasze oczekiwania. Nie ma chyba tutaj „łatwiej” i „trudniej”, jest inaczej. Jednak przede wszystkim w przypadku dzieci „trudnych” wiele uwagi i energii poświęcamy na to, by przezwyciężyć jego upór i wyegzekwować to, by było grzeczne i posłuszne. Często dużym kosztem. Koncentrując się na samym zachowaniu dziecka, pomijając jego myśli, uczucia, samopoczucie fizyczne zaczynamy pracę „nad dzieckiem”, zamiast „z dzieckiem”. Dokonujemy tego na rożne sposoby, poprzez: obwinianie („zawsze muszę sprzątać po tobie, po całym takim dniu z tobą nie mam siły palcem kiwnąć”), oceny/ przezwiska („bawić się miałeś siły, po prostu leń z ciebie i tyle”), szantaż/ groźby („jeśli natychmiast nie posprzątasz tego bałaganu, wyrzucę wszystko do kosza”), rozkazy („masz to natychmiast posprzątać, marsz!), porównywanie („No, Ola to ma zawsze porządek w pokoju. Tylko ty taki bałaganiarz jesteś”). Wymieniać można, by jeszcze więcej, ale ważniejsze jest, co to robi mojemu dziecku? Motywuje do współpracy, czy budzi lęk, poczucie niezrozumienia, upokorzenie, autokrytykę? Odpowiedź zostawiam Wam.

Zawsze łatwo mówić komuś, czego nie powinien robić. Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, co zrobić? W przypadku relacji (nie tylko z dziećmi) proponuję zastąpić pytanie „co mam zrobić, żeby moje dziecko robiło, to co mu każę?” refleksją nad tym, „czego potrzebuje moje dziecko i jak mam wyjść naprzeciw tym potrzebom?”.

Może na przykładzie: spieszymy się do pracy, budzimy dziecko, ono zdaje się nie mieć ochoty na współpracę, nakłada kołdrę na głowę, tracimy z nim kontakt.

Możliwości:

1) przechodzimy od stanu cierpliwości- zabawa, żarty, łaskotki do stanu wzburzenia: „wstawaj natychmiast, wieczorem nie chciałeś spać, a teraz znowu nie możesz wstać. Zawsze to samo! Śpiesz się!”

Gramy dziecku na uczuciach, w zależności od jego temperamentu, albo posłucha i z płaczem zacznie robić, co mu każemy, albo rozpęta się dzika awantura, która zabierze nam masę czasu, bo dziecko aż do wyjścia nie będzie chętne do współpracy.

2) zastanawiamy się, co dziecko swoim zachowaniem na pokazuje i mówimy: „WIDZĘ, że chce ci się jeszcze spać. Daję ci jeszcze 3 minutki, a potem wstaniesz, bo zależy mi na tym, by zdążyć do pracy”.

Dziecko dostaje informację, że jest zrozumiane, że szanujemy jego uczucia. Efekt najczęściej jest taki, że dziecko wychodzi z łóżka po minucie.

Dla dziecka ważny jest komunikat „WIDZĘ CIĘ”. Widzę, co próbujesz mi pokazać. Widzę i nie drwię z ciebie, nie oceniam, nie upokarzam. Jestem.